wtorek, 5 grudnia 2017

furkocze...

Czuję się jak w lesie. Mimo, że mieszkam w stolicy. Błądzę.

Nie, zmyślam teraz, nie błądzę, ja po prostu odbijam się od drzew. Bo w lesie tym już zapadł zmrok. Już jakiś czas temu. Niestety.

Pani Zwierząt Maści Wszelkiej oprawia dla mnie niedźwiedzie. Trzewia im wypruwa, rozparcelowuje na części czy jakieś tam inne obrzydlistwa wyrabia. Nie wnikam. Taką mam potrzebę. A ona dobra kobieta jest. Chyba.

Mężczyzna z efektem "wow!" doprowadza mnie do szału, ja się nie patyczkuję i doprowadzam jego. To musi być miłość, no bo co? Na nerwach byśmy sobie darmo nie grali, nie?

A ja. Ja sobie błądzę. W lesie. Kiedy już widzę światełko w tunelu, to nigdy nie jestem pewna czy to nie pociąg przypadkiem. Dzieje się. Furkocze.

sobota, 18 listopada 2017

jak miałam sześć lat...

Nie miałam co robić ostatnio, wiadomo, to poszłam do kasyna. Przy stole stało kolegów dwóch. Taki tam przypadek.

Ja grałam pierwszy raz. To znaczy pierwszy raz grałam, jak miałam sześć lat, więc grałam w zasadzie drugi raz. Swoje ugrałam, swoje przegrałam, prawie w hazard uwierzyłam, a następnie zwątpiłam. To czego chciałam dostąpiłam, sprawdziłam i po swojemu przeżyłam.

A w tej chwili się nudzę, to znaczy odpoczywam, więc w ramach wolnej chwili tworzę sobie kolejne marzenia. Na przykład takie marzenie w męskim graniu 2018 uczestniczenia.

I jeszcze Pawła Fronczewskiego bym poznała. No i w kolejnym filmie Vegi zagrała.

Tak jak ostatnio, jak żeśmy z kaskaderami pół Warszawy zablokowali. Oni mnie z samochodu za kłaki wyciągali. Moje pierwsze na bombach policji zatrzymanie. Ale jakie!

piątek, 3 listopada 2017

po tysiąckroć...

Nie wiem, jak to się stało, ale stałam się najmilszą osobą na świecie. Nie czepiam się nikogo, bo i po co? Nie nudzę się, mam co robić.

Kryzysów osobowości nie przeżywam. Zdaje się nawet, że przeżywam jesień jakoś tak inaczej. Piękna jest. Trochę piękniejsza była poza stolicą, ale co poradzę. Całe sto metrów mieszkania piechotą nie chodzi. Trza było brać.

Mężczyzna z efektem "wow!", jak przewidywałam, zniknął. Na szczęście tylko na kilka dni. Zostawił, jak zwykle, milion spraw na mojej głowie. A mi głowa pęka. Cała się zapełniła. Po tysiąckroć analizuję, co jeszcze mi potrzeba, co jeszcze chcę, co w głowie znajdę to zapisuję, bo nie ogarniam.

A oprócz tego, żyje mi się nieźle, żadnych kryzysów osobowości niet. W odstawkę poszła tylko Chodakowska, mata się kurzy, mi brzuch się nie kurczy, a już tak fajnie było, nie? Coś z tym muszę zrobić, ale do końcu roku nie wiem jak, no wiecie.

Harpagan tymczasem naelektryzowany. Ale tak fajnie, tak jak lubię. Do przodu jest, do piaffu ma predyspozycje, mam się uspokoić ponoć i wyciągać teraz kłusy, a nie, że tam, że hej do przodu, ale w miejscu.


wtorek, 31 października 2017

a kiedy przyjdzie...

A kiedy przyjdzie prawdziwa zima wyjdę nago na mróz. Jak Happysad. Jak tylko sprzedam futro z królików. W innym wypadku na mrozie będę w królikach występować.

Dziś Harpagan dzięki zaangażowaniu miliona pięciuset trzech osób się przeprowadził do stolicy. Dziękuję wszystkim. Zu przeprowadziła się wczoraj, ale już zdążyła się przenieść indziej gdzieś. Nie jestem pewna, czy nasza trzylatka w ogóle z nami zamieszkała.

Cygańskie dziecko jutro znowu wyjeżdża. Po pierwszym tygodniu w stolicy stosunek nocy w nowym mieszkaniu będzie wyglądał tak... 7 dni moich do 4 dni mężczyzny z efektem "wow!" do 2 dni Zu.

Zdaje się, że jestem bezdzietną prawie samotną matką.

Co ciekawe kocham moje nowe życie, chociaż nie potrafię dojechać do domu. To znaczy potrafię, tylko codziennie inną trasą i z giepeesem w tle.

czwartek, 26 października 2017

inaczej niż zwykle...

Staję na rzęsach i padam na pysk. Stan permanentny to, nie wiadomo do kiedy. Pewnie już do końca roku.

Mężczyzna z efektem "wow!" ma to samo. Ale on chyba nie wytrzymuje presji. No więc ja stoję na posterunku spokoju. Działam. Metodycznie. Planuję każdy mój kolejny ruch. Elastycznie. Do bólu. Jednocześnie organizuję dwa najważniejsze transporty i umawiam się do fryzjera. Najwyższy czas.

No i mam na to czas. Bo czas nie istnieje, zniknęłam go. Kolejny raz. Dlatego w dniu, w którym się spakuję rano pojadę na trening do Harpagana. Ostatni trening we włościach Pani Zwierząt Maści Wszelkiej.

A potem lecę spełniać inne marzenia. Uczyć się od uczennicy mojego mistrza niedoścignionego Benta Branderuppa. Już się jaram. Harpagan też się zajara. Wiem to.

A tak poza tym kryzysów brak. W tym roku miałam inaczej niż zwykle. Lato takie straszne, jesień już nie taka zła.


pod przymusem...

Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie nie lubią zmian. Ja je kocham.

Zmieniałabym wszystko, co tylko się da. Najchętniej jak najczęściej. Trzy razy w tygodniu. Numer konta, kolor butów, długość włosów, obrazki na ścianie, tapetę na pulpicie... A z drugiej strony mężczyzny z efektem "wow!" zmieniać nie chcę. Ani dziecka.

Niech sobie będą tacy, jacy są. Niech się zmieniają sami w swoim własnym stylu. Oby na lepsze, bo na gorsze to i ja być może nie zdzierżę. Wstanę wtedy i wyjdę z siebie.

Przy okazji, coś się zmieniło znowu. Harpagan wziął się i doczekał dentysty. Teraz kolej na Zu. W końcu kolejność według starszeństwa jakaś zobowiązuje.

Żartuję. Do dentysty śmigamy wszyscy wedle potrzeb, oprócz mężczyzny z efektem "wow!". On śmiga pod tylko przymusem, groźbą, karą i przęgierzem. 

wtorek, 24 października 2017

może nie?

No to się przeprowadzam. Decyzja została podjęta, a cała przeprowadzki sprawa z wszelkich stron obejrzana i na ostatni guzik dopięta.

No może jednak nie na ostatni. Ale na ostatni są te najważniejsze rzeczy i najważniejsze kwestie. Harpagan i jego podróże. Dalsze kształcenie Zu. Pewne umowy i zobowiązania. Reszta to wciąż nasze starania. Aby nie wydać ani jednej złotówki za dużo. Cenimy się ostatnio. Ojjj, cenimy.

Ja na ten przykład się wyceniłam ostatnio drożej niż zwykle. I powiedziałam mężczyźnie z efektem "wow!", że mi się w końcu należy sprzątaczka. Zu się nalezy tae kwondo, czy jak to się tam pisze, no w końcu z mamą trenuje boks.

Nie ma z nami łatwo. Nie ma z nami łatwo nikt. Ale z drugiej strony na dwie takie panny, jak Zu i ja zasługuje nie byle kto. W końcu widziało się to, co się brało. Może nie?

Może Zu wtedy nie było na świecie, ale genów nie oszukasz, nie ma jak. A ze mnie zawsze była łajza.