czwartek, 19 października 2017

wielkie mi co...

Nigdy się nie poddawaj, śpiewała Sia w tle, więc postanowiłam, że nie, nie poddam się. W końcu na moją wieś dojadę. Wytęsknioną.

A że po drodze być może w stolicy na chwilę zalegnę to nic. Nic wielkiego. No, wielkie mi co. Blondynka na życiowym zakręcie, znów. W stolicy. Tam mnie jeszcze nie było.

Potem zawyła Sia coś o tanich koszmarach. Tak się we mnie objawia każda o przeprowadzce myśl. Drżeniem rąk, nóg skostnieniem, albo w zasadzie na odwrót. Raczej na odwrót.

Ja się zwyczajnie organicznie przeprowadzkami brzydzę. Zu zgromadziła na oko dwa tysiące trzynaście materialnych dóbr. Mężczyzna z efektem "wow!" kilka sztuk mniej. Ja pi razy drzwi sto trzydzieści cztery.

Połowa z tych rzeczy przy przeprowadzce wyleci. W kosmos. I promise.

sobota, 7 października 2017

ja mam dwie...

Dzieje się. A jak się dzieje, to ja jestem w siódmym niebie. Poza tym mężczyzna z efektem "wow!" zabrał mnie do kina.

Wiem, że to niby nic, to zwykła czynność w związku jest. Tyle, że ja w tym filmie zagrałam. Więc na napisach końcowych zrobiłam hałas. Noooo, bo w końcu nie ma to jak fejm i chwała!

No więc ja się jaram. Chyba mi się w życiu udaje i zdarza więcej, niż kiedykolwiek myślałam. Bo kto by pomyślał, że blondynka, która wszystkiego się bała, będzie z dwunastu metrów na ziemię skakała, będzie obcym mężczyznom ufała, w terenie galopowała i z kopii do innych rycerzy mierzyła. Ja bym w tę historię nigdy nie uwierzyła.

A teraz nie ma we mnie strachu. No chyba, że chodzi o ćmy. I ich wielkie zęby. Czy pazury. I te obrzydliwe skrzydła, ogromne oczy, ble. O nie! Każdy ma jakieś granice. Albo zasady.

No to ja mam dwie. Nie toleruję ciem. I nie piję przed dwunastą.

niedziela, 17 września 2017

nie wiadomo od czego...

Obcy facet nie okazał się obcym facetem, a dobrze mi znanym kaskaderem. Też fajnie.

Poznań zwiedziłam wzdłuż i wszerz, mały jest. No ale ja jestem rozwydrzona bliską obecnością stolicy. Poza tym fruwałam, unosiłam się i próbowałam spadać. Ale za każdym razem kaskaderom udawało się mnie złapać. Jaram się.

Harpaganowi spuchły nogi. Mi jedna też. W sumie nie wiadomo od czego. Jemu jest lepiej po trzech dniach, bo maść końską chłodzącą mu zaaplikowałam. Mi za to gorzej, bo trafiłam na najgorszego lekarza świata. No, wiadomo, publiczna służba zdrowia.

A no bo tak. Bo ja nie skończyłam wycieczek po lekarzach. Idę na rekord. Z jednej strony czuję się jak hipochondryczka, z drugiej wciąż słyszę, że hej, hej, ze mną wszystko jest ok. Prywatnie to słyszę i prywatnie robię badania, bo po NFZ chodziłam dwa dni naćpana. Tak to jest, jak Ci przepisują tramal na lekki ból kolana.

Chciał mi też ten lekarz wypisać skierowanie na rtg. Ale doktorze, toż ja na twardym nie kuleję, poproszę usg.*

*weterynarz by mnie lepiej zdiagnozował...

wtorek, 5 września 2017

no jakoś nie...

Jutro rano spakuję się. I kolejny raz w tym roku odwiedzę Poznań, miasto doznań.

Będą mnie tam przebierać, czesać, malować, instruować i podwieszać. Podobno na wysokości dwunastu metrów. Cokolwiek to znaczy. Dowiem się jutro, zgodziłam się w ciemno.

Jedyne, co wiem, to że znów umówiłam się z jakimś obcym facetem, przynajmniej przez telefon brzmiał miło i przyjemnie. I zamierzam się z nim spotkać zaledwie trzysta kilometrów od domu. Trochę to dziwne, bo czasem boję się wyjść nocą z domu, a jechać w Polskę, nie wiadomo do kogo, nie wiadomo gdzie, no jakoś nie.

Ale już przywykłam, że w moim życiu wszystko jest wszystko na odwrót i całkiem na opak. Karuzela gna, w głośnikach wciąż muzyka gra. Jakoś tak. Nawet kryzysy mają więcej plusów niż minusów.

Na przykład przywykłam już do jedzenia, bo całe to lato przeżerałam stres. A w tamtym roku nienawidziłam jeść. Taaaak, przytyłam.

niedziela, 3 września 2017

rykoszetem...

Się wzięłam i rozpadłam. I w takim kawałeczków tysiącu spędziłam całe lato. To też jakaś odmiana w końcu, nie być sobą.

Próbuję wyregulować sobie kompas, do czegoś znowu zmierzać, do jakiegoś celu dążyć. Przycisk od smutku, który zalał całe moje ciało odnaleźć i wyłączyć. Raz na zawsze.

Tymczasem Zu poszła do przedszkola i powiedziała "nie mów do mnie tego słowa". Jej pierwsza placówka opiekuńczo-wychowawcza jest w naszym domu tabu.

Cóż, ja tam się nigdy ostatecznie w społeczeństwie nie zasymilowałam. A jakoś pomimo tego funkcjonuję. Trochę patologicznie, ale niech pierwszy rzuci kamieniem, kto jakichś zaburzeń nie ma wcale.

A zresztą, jestem niezniszczalna i niepalna i niezatapialna. Najwyżej trafi cię rykoszetem. Ale to nie ja, to karma.

sobota, 26 sierpnia 2017

wzięłam do ręki miecz...

Nie mam na siebie słów. Ani polskich, ani angielskich, ani rosyjskich. Hiszpańskich też nie za wiele.

Zawiesiłam się w przestrzeni, uciekłam w książek świat, bo nie miałam w moim świecie żadnych słów. Nawet przez chwilę sobie z tego sprawy nie zdawałam. Ale się dowiedziałam. Usłyszałam to dziś i wczoraj i przedwczoraj i kilka dni temu dosadnie też. Każdy wyraźnie mi powiedział, że nie było we mnie żadnych słów.

Bo czasem ich nie ma. Straciły moc. Zawieruszyły się. Na zakręcie wypadły z czarnej kolubryny, jak i kierunkowskaz przy stu dwudziestu odpadł z niej. Swoją drogą, ciekawe, czemu nie przy stu pięćdziesięciu, skoro aż tyle odważyłam jechać się. 

Świat się chyba przyzwyczaił, że ze mną wszystko i zawsze jest okey. A ja przedzieram się. Przez jakąś cholerną gęstwinę.

Dlatego to dobrze, że w ostatni weekend wzięłam do ręki miecz. Bo w takiej walce jeszcze odnajduję się. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

kilka odcieni...

Nikt nie śpiewa piękniej o miłości niż Lana Del Rey. I nikt nie przeżywa miłości bardziej niż ja.

Bo ja ciągle przeżywam, ach jak ja przeżywam, że się codziennie budzę przy mężczyźnie z efektem "wow!". Czasem się do mnie tak klei w nocy, nawet w te upały, że się trochę dziwię, że to przeżywam. Albo, że on. Bo mnie to trochę denerwuje jednak.

Ale tylko trochę. Tak jak tylko trochę denerwuje mnie trzylatka, kiedy nie chce spać. Albo tylko trochę jak Harpagan, który ma własne pomysły na jazdę. W sumie wszyscy jesteśmy identyczni, każde z nas ma swój pomysł na życie i czasem forsuje go na siłę.

O, ja na przykład dziś forsowałam siebie, nie piłam kawy od samego ranka. Byłam cicha i małomówna, o dziwo przez to właśnie całkiem nieznośna. Ludzie są do mnie cichej nieprzyzwyczajeni. Ale ja nie jestem czarno biała, mam w sobie co najmniej kilka odcieni.

Wiem na przykład, że gdzieś głęboko we mnie drzemie mała i nieśmiała dziewczynka. Chociaż Kamieniarz podsumowała mnie krótko, ona nie drzemie, ty już ją dawno zamordowałaś.